Scena … – jednak zupełnie inna niż ta, do której wszyscy są przyzwyczajeni.
To miał być DEBIUT, wielki powrót do korzeni. Wszyscy czekali z niecierpliwieniem na tę premierę!!! Wieczór wcześniej ostatnia próba generalna. Wszystko układa się w taką harmonie: każdy opanował swoją kwestię do perfekcji, każdy wiedział co miał robić, a co więcej – każdy robił to doskonale! Muzyka, świece, stukot obcasów podczas wykonywanych fraz – to wszystko mroziło krew w żyłach.
Premiera… Na sali tłumy: są rodziny, krewni, sąsiedzi, przyjaciele, ale też wiele innych – już nie znanych twarz. Wszyscy przyszli obejrzeć wielki powrót Mistrza i jego trupy. Wydawnictwa czasopism szykowały już nagłówki artykułów: Wydarzenie roku – powrót wielkiej sławy Mistrza w niezwykłym przedstawieniu. Scena robiła piorunujące wrażenie: scenografia i rekwizyty – wszystko na swoim miejscu. Światło było takie idealne – białe, jasne, zupełnie nieteatralne – zupełnie nie takie, jak ubiegłego wieczoru. Mistrz pomyślał: to dobrze, nic nie szkodzi – przedstawienie ma ludzi zaszokować – to ma być premiera wszech czasów! Zabrakło na stole głównego rekwizytu: butelki whisky. Oczywiście w środku miała być herbata – to miała być tylko GRA. Mistrz, a właściwie jego aktorzy mieli każdemu widzowi wmówić swoje upojenie. Cicha manipulacja – przecież to z nami robi każdy teatr. Napięcie doprowadziło Mistrza do takiego podniecenia, że postanowiłam na stole prawdziwy alkohol… Urosła pycha, że Mistrz czuł jak osiągnął najwyższy level, że jest na tyle doskonały, perfekcyjny, że może pozwolić na tego typu zagrywki. Trzy, dwa, jeden, KURTYNA W GÓRĘ…
Wystarczyło 15 min… żeby wszystko zniszczyć. Wstawieni aktorzy zdewastowali scenę, popsuli wszystko: ich gra już nie była manipulacją, a okrutną rzeczywistością. Z wielkiego teatru nie zostało nic – nawet cyrku na kółkach. Mistrz w przerwie tak wydzierał się na swoich aktorów, że obrażeni nie chcieli grać dalej. Wobec tego sam Mistrz musiał wyjść na scenę, aby przeprosić zgromadzonych na widownie ludzi i publicznie przyznać się do klęski. Z garderoby do sceny dzieliło tylko 5 kroków. Mistrz pomyślał: NIE!! Przecież to mój wielki debiut. To przecież Ja jestem Mistrzem, a wręcz Królem, na tyle doskonałym, aby pociągnąć spektakl do końca. Mistrz przywdział płaszcz utkany z pychy, nałożył koronę i zmierza ku publiczności.
Jeden,
Dwa,
Trzy, zamyka oczy,
4,
PIĘĆ !!!
Nasz bohater chce już otworzyć usta do przemówienia, lecz najpierw otwiera oczy… Sala pusta. Nie ma nikogo.
Wszyscy wyszli, zostały tylko poprzewracane gdzieniegdzie krzesła. Być może słyszeli jak Mistrz krzyczy, a może zorientowali się w jak wielkiej manipulacji mieli uczestniczyć. Mistrz wręcz zamurowało. Stał tak 5, 10, 2o a może nawet 40 minut wpatrzony w dal- tą nieznaną. Wielka Improwizacja udała się tylko w Dziadach, a w tym przypadku okazała się zwykłym Dziadostwem. Mistrz wraca za kulisy – co to?? aktorów nie ma.. Na ziemi zostały tylko pourywane sznurki służące do kierowania marionetkami.
Mistrz wbiega znów na scenę, podbiega do butelki z whisky, chce dopić to, co zostało. Trzymając butelkę w ręku uświadamia sobie do czego ta dawka doprowadziła.
Z krzykiem i hukiem więc rozbija ją o podłogę.
Potłuczone kryształki szlachetnie wbijają się w jego stopy, zadając tysiąc tysięcy małych ran.
Zdradliwy wcześniej płyn teraz dezynfekuje rany powstałe w wyniku skaleczeń. Obmywa on jednak stopy, ponieważ nie jest w stanie dotrzeć do serca, które również mocno krwawi.
Słychać brawa z końca sali. Mistrz podnosi głowę i dostrzega Mężczyznę, który siedział w ostatnim rzędzie. Szpakowaty pan zdjął nogę z nogi – musiał obserwować całe to wystąpienie. Wstał i donośnym, ale spokojnym głosem rzekł: Królu – Król jest nagi.
Brzdęk, brzdęk, brzdęk.. korona zsuwa się z głowy i turla ze sceny wprost pod nogi zbliżającego się Mężczyzny. Mistrz pomyślał: Ach, to na pewno On, to Wielki Krytyk, który został do końca i który dobije mój gwóźdź do trumny. Jestem skończony!!
– Choć ze mną – cóż to? Głos Mężczyzny wydaje się dobroduszny i łagodny, bez żadnego oceniania.
– Gdzie?? – zapytał zdziwiony Mistrz.
– Nie daleko, pokażę Ci nowy, lepszy świat– z uśmiechem odparł mężczyzna, nakładając na plecy Mistrza swój jesienny płaszcz.