Niech świat się o nich dowie: Melanie Martinez.

Zwykły wpis

Od czasów Klaudii Kulawik nie poruszyła mnie tak młoda osoba .
– Piękna,
– Młoda,
– Zdolna,
– Przejmująco wzruszająca,
– etc. etc.

Mowa o Melanie Martinez.

Znaleziona całkiem przypadkowo, występująca w jednym z zagranicznych talent show.

Patrząc na wizaż wspomnianej wokalistki nie zawahałam się kliknąć dalej. Posłuchałam i od razu kupiłam.

Wróciłam do niej dzisiaj, poszukując jej śladów na yt. Jest trochę tego. Po niżej zamieszczam moją drogę zachwytu do Melanii. Być może twoja będzie inna.

Przede wszystkim jest harmonia. Z mojej strony jeszcze tyle: na pewno umieszczę ją w gronie ulubionych wokalistek, zechcę kupić jej płytę i jeśli się uda, może kiedyś jakiś koncert.

Z pewnością  będę jej kibicować.

Miłego słuchania!

Wstęp senną nicią podszywany.

Zwykły wpis

Scena … – jednak zupełnie inna niż ta, do której wszyscy są przyzwyczajeni.

To miał być DEBIUT, wielki powrót do korzeni. Wszyscy czekali z niecierpliwieniem na tę premierę!!! Wieczór wcześniej ostatnia próba generalna. Wszystko układa się w taką harmonie: każdy opanował swoją kwestię do perfekcji, każdy wiedział co miał robić, a co więcej – każdy robił to doskonale! Muzyka, świece, stukot obcasów podczas wykonywanych fraz – to wszystko mroziło krew w żyłach.

Premiera… Na sali tłumy: są rodziny, krewni, sąsiedzi, przyjaciele, ale też wiele innych – już nie znanych twarz. Wszyscy przyszli obejrzeć wielki powrót Mistrza i jego trupy. Wydawnictwa czasopism szykowały już nagłówki artykułów: Wydarzenie roku – powrót wielkiej sławy Mistrza w niezwykłym przedstawieniu. Scena robiła piorunujące wrażenie: scenografia i rekwizyty – wszystko na swoim miejscu. Światło było takie idealne – białe, jasne, zupełnie nieteatralne – zupełnie nie takie, jak ubiegłego wieczoru. Mistrz pomyślał: to dobrze, nic nie szkodzi – przedstawienie ma ludzi zaszokować – to ma być premiera wszech czasów! Zabrakło na stole głównego rekwizytu: butelki whisky. Oczywiście w środku miała być herbata – to miała być tylko GRA. Mistrz, a właściwie jego aktorzy mieli każdemu widzowi wmówić swoje upojenie. Cicha manipulacja – przecież to z nami robi każdy teatr. Napięcie doprowadziło Mistrza do takiego podniecenia, że postanowiłam na stole prawdziwy alkohol… Urosła pycha, że Mistrz czuł jak osiągnął najwyższy level, że jest na tyle doskonały, perfekcyjny, że może pozwolić na tego typu zagrywki. Trzy, dwa, jeden, KURTYNA W GÓRĘ…

Wystarczyło 15 min… żeby wszystko zniszczyć. Wstawieni aktorzy zdewastowali scenę, popsuli wszystko: ich gra już nie była manipulacją, a okrutną rzeczywistością. Z wielkiego teatru nie zostało nic – nawet cyrku na kółkach. Mistrz w przerwie tak wydzierał się na swoich aktorów, że obrażeni nie chcieli grać dalej. Wobec tego sam Mistrz musiał wyjść na scenę, aby przeprosić zgromadzonych na widownie ludzi i publicznie przyznać się do klęski. Z garderoby do sceny dzieliło tylko 5 kroków. Mistrz pomyślał: NIE!! Przecież to mój wielki debiut. To przecież Ja jestem Mistrzem, a wręcz Królem, na tyle doskonałym, aby pociągnąć spektakl do końca. Mistrz przywdział płaszcz utkany z pychy, nałożył koronę i zmierza ku publiczności.

Jeden,
Dwa,
Trzy, zamyka oczy,
4,
PIĘĆ !!!

Nasz bohater chce już otworzyć usta do przemówienia, lecz najpierw otwiera oczy… Sala pusta. Nie ma nikogo.
Wszyscy wyszli, zostały tylko poprzewracane gdzieniegdzie krzesła. Być może słyszeli jak Mistrz krzyczy, a może zorientowali się w jak wielkiej manipulacji mieli uczestniczyć. Mistrz wręcz zamurowało. Stał tak 5, 10, 2o a może nawet 40 minut wpatrzony w dal- tą nieznaną. Wielka Improwizacja udała się tylko w Dziadach, a w tym przypadku okazała się zwykłym Dziadostwem. Mistrz wraca za kulisy – co to?? aktorów nie ma.. Na ziemi zostały tylko pourywane sznurki służące do kierowania marionetkami.
Mistrz wbiega znów na scenę, podbiega do butelki z whisky, chce dopić to, co zostało. Trzymając butelkę w ręku uświadamia sobie do czego ta dawka doprowadziła.
Z krzykiem i hukiem więc rozbija ją o podłogę.
Potłuczone kryształki szlachetnie wbijają się w jego stopy, zadając tysiąc tysięcy małych ran.
Zdradliwy wcześniej płyn teraz dezynfekuje rany powstałe w wyniku skaleczeń. Obmywa on jednak stopy, ponieważ nie jest w stanie dotrzeć do serca, które również mocno krwawi.
Słychać brawa z końca sali. Mistrz podnosi głowę i dostrzega Mężczyznę, który siedział w ostatnim rzędzie. Szpakowaty pan zdjął nogę z nogi – musiał obserwować całe to wystąpienie. Wstał i donośnym, ale spokojnym głosem rzekł: Królu – Król jest nagi.

Brzdęk, brzdęk, brzdęk.. korona zsuwa się z głowy i turla ze sceny wprost pod nogi zbliżającego się Mężczyzny. Mistrz pomyślał: Ach, to na pewno On,  to Wielki Krytyk, który został do końca i który dobije mój gwóźdź do trumny. Jestem skończony!! 
Choć ze mną – cóż to? Głos Mężczyzny wydaje się dobroduszny i łagodny, bez żadnego oceniania.
Gdzie?? – zapytał zdziwiony Mistrz.
Nie daleko, pokażę Ci nowy, lepszy świat– z uśmiechem odparł mężczyzna, nakładając na plecy Mistrza swój  jesienny płaszcz.

Nie zawsze tak będzie.

Zwykły wpis

 

Siedem dni słonecznego czerwca
To wystarczajaco długo, by zakwitły
Kwiaty na twej letnie sukience
Którą nosiłaś wiosną
Sposób w jaki się smialiśmy
Dlaczego zrzuciłaś na mnie to wszystko?

Chyba zbliżam się do granicy, gdzie sprawię sobie na ścianie tablicę korkową, gdzie będę sobie przywieszać pewne prawdy życiowe. Na samym początku powędruje napis: po 18. Nie pozwól by kierowały Tobą lęki i oczekiwania innych. Powędruje też puenta pewnej wzruszającej historii, która zdarzyła się kiedyś, komuś, naprawdę.

Pewien człowiek, który nie radził sobie w życiu wybrał się po poradę do mnicha i zapytał:
– Co mam robić? Nie widzę wyjścia z moich problemów, żona ode mnie odchodzi, nie wiąże końca z końcem. Wciąż mam problemy finansowe, pracę też chyba stracę. Daj mi jakąś radę. Odpowiedz mi jak mam sobie w życiu poradzić?’
Wówczas mnich dał mu taką poradę:
– Napisz na kartce wielkimi literami takie zdanie: NIE ZAWSZE TAK BĘDZIE. Powieś tą kartkę w widocznym miejscu i co jakiś czas na nią spoglądaj.
Człowiek wrócił do domu i zrobił tak, jak mu mnich doradził. Minął tydzień, miesiąc i mężczyzna powrócił do mnicha mówiąc:
– Wiesz to działa! Po miesiącu spoglądania na te słowa, wiele spraw w moim życiu ułożyło się. Polepszyła się sytuacja z żoną, pozostałem w pracy i w sumie nie będzie tak źle. Mogę już zdjąć tę kartkę. Tak bardzo jestem Ci wdzięczny.
– Nie zdejmuj jej- odpowiedział mnich – niech ona pozostanie tam, gdzie jest, bo . . . . NIE ZAWSZE TAK BĘDZIE.

Umieszczając sobie taki napis, zawsze – czy to dzień ciężki czy lekki – zawsze ma sens.

Tak poza tym, dzień udany – uwielbiam ludzi z pasja, którym chce się coś robić!

fragment
Niebo jest w Nas
Wojciech Żmudziński SJ

dwa słowa o…

Zwykły wpis

Jestem przykładem człowieka uzależnionego od czytania blogów. Nieustanie serwuję w necie szukając tekstów, które mnie poruszą, zainspirują, pokażą coś, czego trudno mi dostrzec w całej rzeczywistości. Być może ta sytuacja zachęciła mnie do stworzenia czegoś swojego. Nie chce traktować tej strony tylko jako pamiętnik czy tym podobne. Chce budzić i zastanawiać, dryfować na fali i stąpać nad przepaścią. Chce stworzyć miejsce pełne kolorów, doświadczeń, pasji. Miejsce,  gdzie sukcesem będzie, jeśli choć jedna osoba obudzi się z letargu – ja sama.